Powiem Wam szczerze – pierwsze 3 dni to była masakra. Miałam taki dół psychiczny, jakby wszystko było bez sensu.
Do tego ból głowy i jakieś dziwne uczucie w brzuchu, jakby wszystko było ściśnięte. Potem zaczęło się poprawiać, może organizm się przyzwyczaił.
Zauważyłam, że pomagało mi, jak piłam więcej wody i unikałam kawy – serio, po jednej kawie miałam większe skoki nastroju. No i trochę spacerów – niby banał, ale działa. Teraz jestem już na 10 dniu i czuję się o niebo lepiej, tylko piersi wrażliwe jak nigdy.