Cześć wszystkim, mam nadzieję, że ktoś tu się znajdzie, kto miał podobnie i coś podpowie.
Od kilku dni biorę Naltex i czuję się, jakby ktoś mi wyciągnął baterie. Serio, zero energii, jakbym chodził w jakiejś mglisto-ciężkiej bańce, w której nic nie ma sensu. Do tego nudności od rana do wieczora – jem, nie jem, nie ma różnicy, czuję się tak samo źle. Głowa mnie boli tak, że mam ochotę walnąć nią w ścianę, a wieczorem zaczyna się koszmar – budzę się co chwilę, bo całe ciało mi się napina samo z siebie. Jakby ktoś zmuszał mnie do rozciągania we śnie!
Nie chcę od razu rzucać tego leku, bo przecież miał mi pomóc, ale zaczynam mieć wątpliwości. To minie? Jest coś, co można zrobić, żeby złagodzić te objawy? Może źle go biorę? Ktokolwiek, coś podpowie? Bo jeśli mam tak się czuć przez kolejne tygodnie, to ja podziękuję…